RADIO BLOG CHOSZCZNO FORUM TV

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

piątek, 31 lipca 2026

Przypadkowe spotkanie nad jeziorem. Rozmowa, która została ze mną na długo


Niektóre rozmowy trwają kilka minut i szybko o nich zapominamy. Są jednak takie, które zaczynają się zupełnym przypadkiem, a kończą po kilku godzinach, pozostawiając w głowie mnóstwo przemyśleń. Tak właśnie było tym razem.

Spotkałem człowieka, który od lat samotnie przemierza Polskę. Nie szuka luksusowych hoteli ani zorganizowanych wycieczek. Woli zapakować rower do samochodu, zatrzymać się nad jeziorem, przejechać kilkadziesiąt kilometrów leśnymi trasami i przespać się we własnym aucie.

Podróż jako sposób na życie

Opowiadał o Kaszubach, Drawskim Parku, małych miejscowościach, o jeziorach ukrytych w lasach i miejscach, których próżno szukać w przewodnikach turystycznych. Twierdził, że najpiękniejsze wspomnienia rodzą się tam, gdzie nie ma tłumów.

Dla niego samochód nie jest tylko środkiem transportu. To mobilna baza wypadowa, sypialnia i początek kolejnych przygód. Wystarczy zaparkować nad wodą, wyjąć rower i ruszyć przed siebie.

Ludzie, miejsca i małe gesty

W trakcie rozmowy często podkreślał, że w podróżach najbardziej ceni sobie prostotę oraz ludzi, których spotyka po drodze.

Opowiadał również o swoich doświadczeniach z Choszczna i okolic. Co ciekawe, był tutaj już po raz drugi i ponownie bardzo pozytywnie ocenił to miejsce. Mówił, że ma ono swój spokojny, autentyczny klimat, który wyróżnia je na tle wielu bardziej znanych turystycznych lokalizacji.

Wspomniał też o pubie Hawana, który odwiedził podczas pobytu. Poznał tam właściciela i – jak sam podkreślał – zrobił on na nim bardzo dobre wrażenie. Mówił o nim jako o osobie niezwykle życzliwej i otwartej, dzięki której to miejsce ma wyjątkową atmosferę.

Z kolei w kontekście „Awokado” i lokalnych spotkań wspominał, że poznał tam miłych ludzi, którzy bez problemu pozwolili mu schować rower. Dla niego takie drobne gesty mają ogromne znaczenie – pokazują, że wciąż można liczyć na życzliwość i zaufanie obcych osób.

Choszczno ma potencjał

Rozmówca uważa, że region ma ogromny potencjał turystyczny. Jeziora, lasy, ścieżki rowerowe i cisza mogą przyciągać ludzi z całej Polski. Zwrócił jednak uwagę, że wciąż brakuje odpowiedniej infrastruktury i promocji.

To ciekawe spojrzenie kogoś, kto odwiedził dziesiątki podobnych miejsc i potrafi je porównać.

Czasem warto po prostu usiąść i porozmawiać

W świecie, w którym większość kontaktów ogranicza się do krótkich wiadomości i mediów społecznościowych, zwykła rozmowa twarzą w twarz ma ogromną wartość.

Nigdy nie wiadomo, kogo spotkamy na swojej drodze i jaką historię usłyszymy.

Być może właśnie takie przypadkowe spotkania są najlepszym dowodem na to, że ludzie nadal potrafią słuchać, dzielić się doświadczeniami i inspirować nawzajem.

Bo czasem wystarczy jedno jezioro, ławka i trochę czasu, aby poznać historię, której nie przeczyta się w żadnej książce.


czwartek, 30 lipca 2026

Co słychać na pomoście? Smar, prokuratura i kulisy lokalnych spraw

Cześć wszystkim! dzisiaj wracam do Was z relacją prosto z brzegów naszego jeziora. Ostatnio miałem okazję przysłuchać się dyskusji, jaka toczyła się przy naprawie silnika jednej z łodzi ratowniczych. Choć z zewnątrz wyglądało to po prostu jak męskie grzebanie w kablach i stacyjce, w tle padło mnóstwo ciekawych zdań na temat tego, jak naprawdę funkcjonuje nasza lokalna rzeczywistość.

​Wszystko zaczęło się od prozaicznej usterki: łódź zgasła, silnik kręci, ale za nic nie chce zaskoczyć. Zmęczenie materiału, dawne zamoczenie, zaśniedziałe blaszki – standard przy intensywnym użytkowaniu na wodzie. I jak to zwykle bywa przy takich okazjach, rozmowa szybko zeszła z tematów stricte technicznych na to, czym żyje miasto.

​Skuteczność przed wyborami i dawne spory

​Najciekawszy był wątek podejścia ludzi do lokalnych działań i nadchodzących wyborów. Wśród szumu fal i stukania narzędzi padły mocne słowa o tym, że w publicznej działalności liczy się przede wszystkim twarda skóra i realny efekt, a nie emocjonalne podchodzenie do każdego sporu.

​„Ludzie czasami zbyt serio podchodzą do rzeczy. Nie mają dystansu. Z nimi efekt się liczy. Masz być skuteczny.”

​Przewinął się też temat dawnych spięć z lokalnymi działaczami (w tym słynna sprawa z „Młynkiem”), zapowiedziami zgłoszeń do prokuratury i późniejszym wycofywaniem się z oskarżeń. Jak to podsumowano na pomoście: raz na wozie, raz pod wozem, ale porządek w dokumentach i jasne procedury to podstawa, by nikt nie miał się do czego przyczepić.

​Jak działa lokalne ratownictwo?

​Równolegle pojawił się bardzo ważny wątek funkcjonowania naszej jednostki ratownictwa wodnego. Wiele osób myśli, że to instytucja finansowana z państwowych obfitych budżetów, a prawda okazuje się zupełnie inna. Chłopaki działają jako samodzielne stowarzyszenie. Utrzymują się z własnych, wręcz symbolicznych składek (120 zł rocznie), z których pokrywają bieżące opłaty i czynsze.

​Mimo to są włączani do działań w całym województwie i pełnią całodobowy dyżur 24/7 pod numerami alarmowymi. Gdy dostają zgłoszenie z centrum zarządzania kryzysowego, rzucają wszystko i jadą na akcję – nieważne, czy to środek lata, czy zima. To pokazuje, jak duża odpowiedzialność spoczywa na ludziach działających czysto społecznie.

​Diagnoza postawiona

​A jak skończyła się historia z łodzią? Mechanicy po sprawdzeniu stacyjki, instalacji i przełączników doszli do prostego wniosku: nie ma co kombinować z prowizorkami i odpalaniem na krótko. Wymiana stacyjki na nową rozwiąże problem i łódź wraca do służby.

​To chyba najlepsza podsumowująca puenta: zarówno w sprzęcie ratowniczym, jak i w sprawach naszej gminy – prowizorki rzadko się sprawdzają, a solidne rozwiązania bronią się same.

​Tagi: #Choszczno #RatownictwoWodne #SprawyLokalne #BudżetObywatelski #ZŻyciaMiasta

sobota, 25 lipca 2026

Farma OZE czy zarastająca obietnica? Wraca sprawa wysypiska w Stradzewie


Ścieżka ekologiczna, nowatorska renowacja i nowoczesna farma odnawialnych źródeł energii – takimi wizjami jeszcze kilka lat temu, przed wyborami samorządowymi, mamiły nas władze spółki komunalnej. Dziś sprawdzamy, co z tych obietnic zostało. Rzeczywistość na składowisku w Stradzewie diametralnie różni się od zapowiedzi z gazet. Zapraszamy na materiał śledczy.

​Czas obietnic i gorących sporów. O co chodziło w sprawie?

​Aby zrozumieć, w którym miejscu jesteśmy dzisiaj, musimy cofnąć się o parę lat – do okresu poprzedzającego wybory samorządowe. To właśnie wtedy w lokalnej prasie ukazał się entuzjastyczny artykuł zapowiadający wielkie zmiany w Stradzewie. Prezes MPGK, Łukasz Młynarczyk, zapewniał wówczas, że składowisko jest zamknięte, a proces jego biologicznej i technicznej rekultywacji doprowadzi do powstania farmy fotowoltaicznej oraz ścieżki edukacyjnej.

​Niedługo potem do naszej redakcji trafił pierwszy materiał wideo (udostępniony przez osobę trzecią), który obnażał kulisy tego procesu. Na nagraniu oraz w towarzyszących mu doniesieniach mieszkańców pojawiły się bardzo poważne zarzuty:

​Zwożenie na teren wysypiska niesortowanych odpadów, plastiku, a nawet chemii i odpadów medycznych pod pretekstem rekultywacji.

​Podejrzenia o przekraczanie dopuszczalnych rzędnych wysokościowych bryły składowiska.

​Pytania o nieformalny wywóz odpadów i udział zewnętrznych podmiotów.

​Wówczas MPGK kategorycznie odpierało te zarzuty. Prezes spółki straszył autorów nagrań konsekwencjami prawnymi, twierdząc, że działania na składowisku to ratunek przed „bombą ekologiczną”, a wszelkie prace idą zgodnie z planem, by w I kwartale 2026 roku sfinalizować zamknięcie obiektu.

​Poniżej możecie obejrzeć PIERWSZY FILM – materiał archiwalny przekazany redakcji, pokazujący jak sprawa wyglądała na samym początku tego konfliktu:


​Dzisiejszy stan składowiska: Porzucone obietnice i dziury w płocie

​Od tamtych wydarzeń i wyborczych deklaracji minęło sporo czasu. Terminy minęły, a my postanowiliśmy sprawdzić na miejscu, jak w praktyce wygląda ten "modelowy" proces rekultywacji i czy na terenie byłego wysypiska rzeczywiście powstaje zapowiadana farma OZE.

​Efekty naszej wizyty terenowej możecie zobaczyć na DRUGIM FILMIE (poniżej). Niestety, rzeczywistość nie pozostawia złudzeń:

​Brak prac i brak inwestycji OZE: Na miejscu nie widać najmniejszych śladów budowy farmy fotowoltaicznej ani infrastruktury pod ścieżkę ekologiczną. Brak ciężkiego sprzętu i jakichkolwiek prac związanych z deklarowanym drugim etapem rekultywacji.

​Widoczne zaniedbania: Teren sprawia wrażenie porzuconego i niedokończonego. Opadająca ziemia odsłania niewłaściwie zabezpieczone warstwy odpadów, a wszędzie walają się śmieci.

​Brak nadzoru i zabezpieczeń: Ogrodzenie obiektu jest dziurawe i niszczeje, co oznacza, że wstęp na teren teoretycznie zamkniętego składowiska nie jest w żaden sposób zabezpieczony.

​Zobaczcie nasz najnowszy materiał – DRUGI FILM pokazujący aktualny, rzeczywisty stan wysypiska pod Stradzewem:

WIDEO 2 - Stan Aktualny

Pytania bez odpowiedzi

​Porównanie archiwalnych zapowiedzi z dzisiejszym obrazem z drugiego filmu rodzi pytania, na które mieszkańcy gminy zasługują poznać odpowiedzi:

​Co stało się z obietnicami budowy farmy odnawialnych źródeł energii i ścieżki edukacyjnej?

​Czy proces rekultywacji został formalnie odebrany i zjakim skutkiem, skoro stan terenu wskazuje na rażące zaniedbania?

​Kto poniesie odpowiedzialność za obecny stan składowiska i brak należytego zabezpieczenia terenu?

​Do tematu będziemy wracać. Będziemy również kierować oficjalne zapytania do Urzędu Miejskiego oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

​Co sądzicie o aktualnym stanie wysypiska na drugim filmie? Czy Waszym zdaniem temat został porzucony po wyborach? Czekamy na Wasze komentarze pod artykułem!

​#Choszczno #Stradzewo #MPGK #Rekultywacja #OZE #ŚledztwoObywatelskie #LokalneSprawy #Składowisko

piątek, 24 lipca 2026

Życie na krawędzi, praca i lokalne sprawy. Rozmowa z Jackiem

 

Ulica ma własny rytm, własne zasady i własne opowieści. Zapraszamy na szczery, nieprzesłodzony wywiad z Jackiem – człowiekiem, który przeszedł w życiu niejedno, od pracy w trudnych zawodach po konflikty z prawem, i ma niezwykle wyraziste spojrzenie na lokalną rzeczywistość.  

​Puszki, kaucje i alkohol na świeżym powietrzu

​Rozmowę rozpoczynamy od spraw codziennych, które dotyczą każdego z nas, a zwłaszcza osób spędzających dużo czasu w przestrzeni miejskiej. Rozmówcy dyskutują o wprowadzanych przepisach dotyczących kaucji na opakowania.  

​„Zrobili kaucję na plastik i to jest dobre, bo się już nie poniewiera. Ludzie chodzą i zbierają. Ale na szkło też powinna być kaucja, tak jak kiedyś” – zauważają rozmówcy.

​Pojawia się również temat tzw. „małpek”. Z danych przytoczonych w rozmowie wynika, że w Polsce sprzedaje się ich ogromne ilości – nawet około 3 milionów sztuk miesięcznie.  

​Wątek spijania piwa w miejscach publicznych wywołuje dyskusję o absurdach prawnych i braku wyznaczonych stref wolności. Jacek i jego rozmówca sugerują, że miasta powinny tworzyć specjalne strefy (np. w wyznaczonych parkach), gdzie wypicie piwa na spokojnie nie groziłoby mandatem.  

​Konflikty z prawem i sądowe korytarze

​W dalszej części rozmowy Jacek otwiera się na temat swojej przeszłości. Okazuje się, że spędził spory kawałek czasu w odosobnieniu, w tym m.in. na sankcjach i pracach społecznych.  

​Napaść na funkcjonariusza: Jacek wspomina sytuację, w której uderzył policjanta po cywilnemu. Jak sam twierdzi, wywiązała się szamotanina, ponieważ policjant się nie przedstawił. Finałem było zasądzenie aż 960 godzin prac społecznych.  

​Świadek w sprawie o zabójstwo: Jacek opowiada również o niedawnej rozprawie sądowej, na której występował jako świadek. Sprawa dotyczyła tragicznego podpalenia jego znajomego. Jacek musiał stawić się w sądzie po przymusowym doprowadzeniu przez policję, aby podtrzymać swoje wcześniejsze zeznania złożone na komendzie.  

​Fach w ręku: Piekarz, cukiernik i pilarz

​Mimo skomplikowanego życiorysu, Jacek to człowiek o wielu umiejętnościach i długim stażu pracy. Deklaruje, że przepracował łącznie około 40 lat w różnych profesjach:  

​Cukiernik i piekarz: Wyuczony zawód z dyplomem, poparty latami praktyki w lokalnych piekarniach.  

​Pilarz i prace leśne: Praca z pilarką przy ścince i przygotowaniu drewna.  

​Prace dorywcze i wykończeniowe: Kładzenie tapet, porządkowanie posesji oraz pomoc lokalnym przedsiębiorcom.  

​Rozmówcy długo wspominają dawne zakłady piekarnicze, znajomych z przeszłości (m.in. historię lokalnego kasetowca Macieja, którego zniszczył alkohol) oraz zmiany na rynku pracy i w przestrzeni miejskiej.  

​Dzisiejsze wyzwania i ulica po latach

​Pod koniec spotkania pojawiają się refleksje nad tym, jak zmieniło się miasto i ludzie. Jacek zwraca uwagę na problem z parkingami na osiedlach (np. na ul. Wysokiej) oraz na brak dawnej więzi sąsiedzkiej. Dzieli się też historią o tym, jak sam wymierzył sprawiedliwość osobom, które wybiły szybę w samochodzie jego partnerki.  

​Mimo trudności mieszkaniowych i bytowych, Jacek wciąż stara się radzić sobie na własną rękę, łapiąc dorywcze zajęcia u znajomych i czekając na uporządkowanie spraw emerytalnych.  

​Streszczenie Wywiadu (Podsumowanie)

​Tematyka ekologiczno-miejska: Rozmówcy omawiają temat kaucji na plastik i szkło oraz problem śmiecenia. Poruszają kwestię zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych, proponując utworzenie oficjalnych stref wolności w parkach.  

​Przeszłość kryminalna i sądowa: Jacek dzieli się wspomnieniami z wyroków sądowych (zarzut napaści na policjanta po cywilnemu, 960 godzin prac społecznych) oraz opisuje swój udział jako świadek w sprawie o podpalenie i zabójstwo znajomego.  

​Doświadczenie zawodowe: Jacek wykazuje się wszechstronnością – jest z zawodu cukiernikiem i piekarzem, ma też wieloletnie doświadczenie jako pilarz i pracownik fizyczny (łącznie ok. 40 lat pracy).  

​Wspomnienia i lokalna społeczność: Uczestnicy rozmowy wymieniają się wspomnieniami o lokalnych postaciach, dawnych piekarniach, problemach alkoholowych znajomych oraz problemach osiedlowych (brak miejsc parkingowych, drobne przestępstwa).  

wtorek, 21 lipca 2026

Miliony z Unii na szali: Czy opóźnienia w przetargach przekreślą nową plażę w Choszcznie?

Nowa plaża miejska nad Jeziorem Klukom miała być prawdziwą dumą Choszczna i sztandarowym przykładem skutecznego pozyskiwania funduszy europejskich. Projekt zatytułowany „Wykorzystanie potencjału endogenicznego Gminy Choszczno poprzez zagospodarowanie Jeziora Klukom na cele turystyczno–rekreacyjne” opiewa na łączną kwotę blisko 6,78 miliona złotych, z czego aż 5,77 miliona złotych stanowi dofinansowanie z Unii Europejskiej w ramach programu Fundusze Europejskie dla Pomorza Zachodniego 2021–2027. Umowę na to ogromne wsparcie uroczyście podpisano pod koniec listopada 2025 roku, a ambitne plany zakładały gruntowną modernizację terenu przy ulicy Bolesława Chrobrego 72. W ramach prac zaplanowano budowę nowych pomostów, strefy kąpielowej dla dzieci z zapleczem dla ratowników WOPR, nowoczesnych budynków sanitarnych, boisk, placu zabaw, ciągów pieszych, a także montaż monitoringu i sieci Wi-Fi. Odnowiony obszar miał stać się prawdziwą wizytówką całego Pojezierza Choszczeńskiego, jednak dziś nad tą kluczową dla lokalnej społeczności inwestycją wiszą czarne chmury, a przetargowy serial stawia pod wielkim znakiem pytania jej pomyślną realizację.  

​Głównym źródłem problemów okazuje się przyjęty tryb realizacji inwestycji w formule „zaprojektuj i wybuduj”. W praktyce oznacza to, że wykonawca wyłoniony w przetargu musi najpierw przygotować pełną dokumentację oraz zdobyć niezbędne pozwolenia budowlane i wodnoprawne, a dopiero potem może wejść na plac budowy. Do tej pory jednak żadne prace w terenie nie ruszyły, ponieważ Gmina Choszczno utknęła w przedłużających się i skomplikowanych procedurach przetargowych. W pierwszej połowie 2026 roku samorząd wielokrotnie podejmował próby wyłonienia wykonawcy, jednak scenariusz powtarzał się nieubłaganie – brak ofert spełniających wymogi lub propozycje cenowe drastycznie przekraczające założony budżet zmuszały urząd do unieważniania postępowań, przesuwania terminów otwarcia ofert i ogłaszania kolejnych edycji, co doprowadziło do bezpowrotnej utraty cennych tygodni.  

​Sytuacja stała się niezwykle napięta, ponieważ fundusze unijne obwarowane są rygorystycznymi i nieprzekraczalnymi ramami czasowymi, a każde kolejne opóźnienie drastycznie skraca margines błędu. Zgodnie z oficjalnymi harmonogramami cały etap projektowy wraz z uzyskaniem kompletnych pozwoleń musi zakończyć się do końca 2026 roku. Z kolei ostateczny i nieprzekraczalny deadline na całkowite zakończenie prac budowlanych, ich odbiór oraz pełne rozliczenie dotacji wyznaczono na 30 czerwca 2027 roku. Należy pamiętać, że specyfika prac hydrotechnicznych na akwenie i przy linii brzegowej niesie ze sobą duże ryzyko opóźnień spowodowanych chociażby niekorzystną pogodą. W efekcie jakikolwiek przestój w okresie zimowym lub wiosennym 2027 roku może doprowadzić do złamania warunków umowy z Urzędem Marszałkowskim, co z kolei grozi jej rozwiązaniem i koniecznością zwrotu ogromnej dotacji. Pozyskanie prawie 5,8 miliona złotych było bez wątpienia wielkim sukcesem gminy, lecz bez natychmiastowego przełamania przetargowej pętli obietnica nowoczesnej plaży może pozostać jedynie na papierze, podczas gdy mieszkańcy z rosnącym niepokojem obserwują nieubłaganie uciekający czas.  

Oto wykaz wszystkich przetargów, pełnego harmonogramu oraz ram czasowych realizacji tej inwestycji.


​1. Harmonogram i Kluczowe Daty (Początek i Finał)

  • ​26 listopada 2025 r. – Podpisanie umowy o dofinansowanie: Burmistrz Choszczno Artur Raczyński oraz przedstawiciele Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego (Wicemarszałkini Anna Bańkowska) oficjalnie podpisali umowę na przyznanie Unijnej Dotacji w wysokości 5 767 332,45 zł (przy całkowitej wartości inwestycji wynoszącej 6 785 097,00 zł) z programu Fundusze Europejskie dla Pomorza Zachodniego 2021–2027.
  • ​Do 31 grudnia 2026 r. – Etap Projektowy: Zgodnie z zapisami w umowie o dofinansowanie, ten czas został przewidziany na przygotowanie kompletnej dokumentacji budowlanej, uzyskanie decyzji środowiskowych, pozwoleń wodnoprawnych oraz zgód na budowę.
  • ​Do 30 czerwca 2027 r. – Ostateczny Termin Zakończenia Inwestycji: To nieprzekraczalny deadline (tzw. kropka nad i) na wykonanie prac budowlanych, odbiór techniczny, rozliczenie faktur i oddanie nowej plaży miejskiej do użytku publicznego.

​2. Wykaz organizowanych przetargów (Historia i Stan Obecny)

​Inwestycja zmagała się z powtarzanymi procedurami wyłaniania wykonawcy w trybie podstawowym (zaprojektuj i wybuduj na podstawie art. 275 ustawy PZP). Aby wyłonić wykonawcę, Gmina Choszczno ogłaszała sukcesywnie następujące postępowania na swojej Platformie Zakupowej oraz w Biuletynie Zamówień Publicznych (BZP):

  • ​Pierwszy Przetarg: ​Wykaz / Nr ID: Postępowanie z marca 2026 r. ​Status: Unieważniony (brak ofert lub oferty przekraczające budżet gmina).
  • ​Drugi Przetarg: ​Wykaz / Nr ID: Postępowanie z kwietnia 2026 r. (ID: 1293069 / nr ref: GZP.271.6.2026.WID). ​Status: Unieważniony / brak rozstrzygnięcia.
  • ​Trzeci Przetarg: ​Wykaz / Nr ID: Postępowanie z maja 2026 r. (ID: 1311332 / nr ref: GZP.271.9.2026.WID). ​Status: Unieważniony / brak rozstrzygnięcia.
  • ​Czwarty Przetarg (Bieżący): ​Wykaz / Nr BZP: BZP nr 2026/BZP 00323615/01 ogłoszony 04–05 lipca 2026 r. ​Wadium: 50 000,00 zł. ​Termin składania ofert: Wyznaczony na druga połowę lipca 2026 r. (przesuwany z 21 lipca do 27 lipca 2026 r.).




niedziela, 5 lipca 2026

Sezon w pełni, sprzęt daleko od wody

Bareja by tego lepiej nie wymyślił. Łódź ratunkowa z Budżetu Obywatelskiego uziemiona przez urzędników

​Mieszkańcy Choszczna z ogromnym zaangażowaniem zbierali podpisy pod projektem zakupu nowej łodzi dla Jednostki Ratownictwa Wodnego w ramach Budżetu Obywatelskiego. Cel był jasny i szczytny: zwiększenie bezpieczeństwa nad wodą. Niestety, rzeczywistość po raz kolejny przerosła najśmielsze oczekiwania, przypominając scenariusz z kultowych komedii Stanisława Barei.

​Wielki sukces mieszkańców, urzędniczy paraliż

​Zakup nowoczesnej łodzi ratunkowej miał być ogromnym krokiem naprzód dla lokalnego bezpieczeństwa. Inicjatywa, która zdobyła szerokie poparcie w całym Choszcznie, została sfinansowana bezpośrednio z funduszy obywatelskich. Finansowanie przyznano, sprzęt zakupiono, a Jednostka Ratownictwa Wodnego formalnie zyskała nowoczesne narzędzie do pracy. Na tym jednak optymistyczna część historii się kończy.

​Jak informuje profil „Choszczno i okolice w obiektywie”:

​"Oto jest zakupiona łódź z Funduszu Obywatelskiego, kiedy były zbierane podpisy w całym Choszcznie. Jednostka Ratownictwa Wodnego otrzymała dofinansowanie, ale łódź przetrzymywana jest przez Włodarzy Choszczna i mimo sezonu łódź nie spełnia swojego przeznaczenia. Czekamy na wyjaśnienie."

​Sezon w pełni, sprzęt daleko od wody

​Obecnie znajdujemy się w samym środku sezonu letniego – okresie, w którym zapotrzebowanie na sprawnie działające ratownictwo wodne jest najwyższe. Tymczasem, jak alarmują lokalne media i zaniepokojeni mieszkańcy, nowa jednostka pływająca, zamiast patrolować akweny i dbać o życie wczasowiczów, kurzy się na lądzie.

​Powód? Decyzja lokalnych władz. Sprzęt jest przetrzymywany przez włodarzy Choszczna, co wywołuje falę oburzenia i uzasadnionych pytań o racjonalność zarządzania mieniem publicznym. Dlaczego nowoczesna łódź ratunkowa stoi daleko od wody w momencie, gdy jest najbardziej potrzebna?

​Sytuację dosadnie i z ironią komentuje również serwis „Choszczno 24”:

​"Wszystko przez tych niedobrych burmistrzów, chętnie się dowiemy (z pewnością nie tylko My) jakie to czynniki wpłynęły na przetrzymanie tego sprzętu daleko od wody..."

​Mieszkańcy żądają wyjaśnień

​Lokalna społeczność nie zamierza milczeć. W sieci rośnie poruszenie, a internauci głośno domagają się oficjalnego stanowiska Urzędu Miejskiego. Blokowanie sprzętu ratującego życie w szczycie sezonu to sprawa, która wymaga natychmiastowego nagłośnienia i jasnych odpowiedzi ze strony osób decyzyjnych.

​Marnowanie potencjału zakupionego sprzętu to nie tylko problem wizerunkowy dla lokalnych urzędników, ale przede wszystkim realne zagrożenie dla osób wypoczywających nad wodą. Mieszkańcy Choszczna spełnili swój obywatelski obowiązek – wykazali inicjatywę, zebrali podpisy i wywalczyli środki. Teraz ruch należy do urzędników, którzy zamiast rzucać kłody pod nogi, powinni jak najszybciej umożliwić ratownikom wykonywanie ich ratującej życie pracy.

​Do tematu będziemy wracać, gdy tylko pojawią się oficjalne wyjaśnienia ze strony Urzędu Miasta.



środa, 10 września 2025

Choszczeński Budżet Obywatelski: TRWA GŁOSOWANIE! Na te projekty możesz oddać swój głos


Zostały ostatnie dni, aby zdecydować, które inicjatywy otrzymają dofinansowanie. Czekamy na Wasze głosy i opinie – dlaczego warto wesprzeć dany projekt?

Miło nam poinformować, że trwa etap głosowania w ramach Choszczeńskiego Budżetu Obywatelskiego! Spośród wielu zgłoszonych inicjatyw, kilkanaście otrzymało pozytywną decyzję merytoryczną i teraz to od Waszych głosów zależy, które projekty uzyskają dofinansowanie i zostaną zrealizowane. Poniżej przedstawiamy przegląd zaakceptowanych pomysłów, które realnie wpłyną na poprawę bezpieczeństwa, infrastruktury i życia kulturalnego w gminie Choszczno. To Wy decydujecie, które z nich wygrają!

Bezpieczeństwo i Infrastruktura

* Zakup łodzi ratowniczej dla JRW Choszczno (100 000 zł): To projekt, który znacząco zwiększy możliwości działań ratowniczych na wszystkich akwenach w gminie. Nowy sprzęt pozwoli na szybszą i skuteczniejszą pomoc, służąc zarówno mieszkańcom, jak i turystom.

* Częściowa naprawa chodnika przy ul. Sienkiewicza (60 000 zł): Inwestycja ma na celu wymianę uszkodzonych płyt chodnikowych, co poprawi bezpieczeństwo pieszych korzystających z tego popularnego ciągu komunikacyjnego.

* Montaż progów zwalniających na ul. Lipcowej (22 000 zł): Projekt zakłada montaż i oznakowanie progów zwalniających na całej długości ulicy, co ma uspokoić ruch i zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców, w szczególności dzieci i seniorów.

* Odwodnienie drogi gminnej przy ul. Lipcowej (100 000 zł): To pierwszy etap prac remontowych przy ciągu pieszo-jezdnym za sklepem Rossmann. Poprawa odwodnienia ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa i trwałości nawierzchni.

Sport i Rekreacja

* Stradzewo łączy – wspólna przestrzeń sportu i odpoczynku (100 000 zł): Kompleksowa modernizacja terenu rekreacyjno-sportowego we wsi Stradzewo. W planach jest odwodnienie boiska, zakup kosiarki, montaż ogrodzenia, nasadzenia zieleni i stworzenie miejsca integracji dla mieszkańców.

* Boiska Orlik – nowy sprzęt sportowy (18 750 zł): Projekt przewiduje zakup piłek, bramek treningowych, obręczy oraz elektronicznej tablicy wyników dla boiska przy ul. Westerplatte, z którego korzystają dzieci i młodzież.

* Siłownia pod chmurką (60 000 zł): Przy ul. Tuwima, w miejscu po zlikwidowanym placu zabaw, powstanie siłownia plenerowa. Ma być to alternatywa aktywnego spędzania czasu wolnego dla młodzieży i dorosłych.

Kultura, Ekologia i Aktywizacja Społeczna

* „Poczytalnia pod Chmurką. Ogród Choszczeńskich Pisarzy” (19 500 zł): Projekt zakłada stworzenie przy bibliotece ogrodu literackiego – przestrzeni do czytania, spotkań i odpoczynku wśród zieleni, wzbogaconej o cytaty lokalnych pisarzy.

* Warsztaty Zero Waste (16 500 zł): Cykl ekologicznych warsztatów promujących ideę recyklingu i świadomej konsumpcji. Uczestnicy nauczą się m.in. przerabiać ubrania i tworzyć przedmioty z materiałów z odzysku.

* Młode Choszczno ma głos! (8 850 zł): Inicjatywa aktywizująca młodzież, która stworzy serię podcastów o historii, teraźniejszości i przyszłości Choszczna. Projekt obejmie warsztaty dziennikarskie i konsultacje z ekspertami.

* Rewitalizacja parku dworskiego w Starym Klukomiu (100 000 zł): Projekt zakłada uporządkowanie zabytkowego parku, inwentaryzację drzewostanu i usunięcie obumarłych drzew. To działanie na rzecz integracji mieszkańców i poprawy walorów rekreacyjnych miejsca. *Wymaga uzgodnień z konserwatorem zabytków.*



Od stycznia 2026 roku radni Rady Miejskiej w Choszcznie będą zarabiać więcej.

 Od stycznia 2026 roku radni Rady Miejskiej w Choszcznie będą zarabiać więcej. I to znacznie więcej – w niektórych przypadkach niemal dwa razy tyle co dziś. Przewodniczący Rady dostanie 3 382 zł, przewodniczący komisji – 2 874 zł, a zwykły radny – ponad 2 100 zł.

Mieszkańcy pytają: czy to czas na takie podwyżki, skoro gmina od lat boryka się z ogromnymi problemami finansowymi?

Najwięcej emocji budzi fakt, że przewodniczący Rady otrzyma 100% stawki bazowej, a zwykły radny jedynie 65%. To nierówność trudna do wytłumaczenia – jeśli radny „szeregowy” wart jest 65%, to przewodniczący również. A jeśli on zasługuje na pełną stawkę, to radni tym bardziej.

W komentarzach mieszkańców widać rozgoryczenie i złość: „ciągną gminę na dno, a jeszcze każą sobie płacić więcej” – piszą. Padają mocne słowa o „szkodnikach” i „wywózce na taczce”. Coraz głośniej mówi się też o referendum.

Zwolennicy podwyżek argumentują, że przewodniczący i szefowie komisji mają więcej obowiązków niż pozostali radni. Pytanie tylko – czy aż tak wysokie wzrosty są uzasadnione?

W tle pozostaje jeszcze jedna kontrowersja: sołtysi dostaną 200 zł za udział w sesji, a przewodniczący osiedli tylko 100 zł. Trudno tu dostrzec logikę i sprawiedliwość.

Podwyżki radnych nie byłyby problemem, gdyby szły w parze z realnymi efektami ich pracy. Tymczasem mieszkańcy pytają wprost: czy zasługujecie na więcej, skoro gmina tonie w długach?


niedziela, 7 września 2025

Spotkanie ws. likwidacji Rad Osiedli w Choszcznie. Mieszkańcy rozważają referendum

W sobotę w Choszczeńskim Domu Kultury odbyło się spotkanie dotyczące planowanej przez władze miasta likwidacji Rad Osiedlowych. Jak wynika z relacji uczestników, na spotkaniu pojawił się tylko jeden radny z klubu Odrodzenie – Michał Puzian oraz radna Małgorzata Majewska.

Niska frekwencja przedstawicieli władz wywołała oburzenie wśród zgromadzonych mieszkańców i działaczy osiedlowych. W otrzymanej przez nas relacji padają ostre pytania: *"Czyżby Radni z Odrodzenia mieli coś na sumieniu, że nie potrafili nawet przyjść i porozmawiać, stanąć oko w oko?"*. Autorzy zauważają również, że wcześniej żaden z radnych rządzącego klubu nie podjął z nimi dialogu.

Według uczestników, obecny na sali radny Michał Puzian uzasadniał stanowisko za likwidacją Rad Osiedlowych tym, że *"poprzednicy przez 10 lat nic nie robili"*. Argument ten spotkał się z ripostą ze strony przedstawicieli Rad Osiedli, którzy zaprezentowali listę konkretnych spraw i problemów zaobserwowanych w mieście w ciągu ostatniego półtora roku, które ich zdaniem wymagają naprawy lub poprawy.

W trakcie spotkania miały paść poważne oskarżenia pod adresem władz miasta. Uczestnicy są zdania, że prawdziwym powodem likwidacji Rad Osiedli jest chęć zahamowania oddolnej aktywności obywatelskiej. Jak czytamy w relacji: "«Oni» chcą nas zlikwidować, żeby w Choszcznie się nic nie działo, żeby «wszystko» było na «nowego» Burmistrza, że sobie nie radzi".

W obliczu tych wydarzeń, wśród mieszkańców zrodził się pomysł przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Rady Miejskiej Choszczna. Przedstawiciele Rad Osiedli deklarowali także, że są gotowi kontynuować swoją działalność na rzecz lokalnej społeczności na zasadach charytatywnych, bez pobierania jakichkolwiek wynagrodzeń.

Sprawa budzi ogromne emocje i wskazuje na głęboki kryzys zaufania między częścią mieszkańców a lokalnymi władzami. Kolejne decyzje w tej sprawie z pewnością będą obserwowane z wielką uwagą.



czwartek, 4 września 2025

To jest bardzo mocny zwrot akcji w historii SOSW w Niemieńsku.

 


To jest bardzo mocny zwrot akcji w historii SOSW w Niemieńsku.

Jak to wygląda w faktach

Budynek, w którym mieścił się Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy, to dawna rezydencja myśliwska – tzw. „Zamek w Niemieńsku”.

Po likwidacji ośrodka (31.08.2023) Zarząd Powiatu Choszczeńskiego ogłosił przetarg na sprzedaż nieruchomości – czyli obiektu zabytkowego wraz z otaczającym go terenem.

Jest to tzw. pierwszy przetarg ustny nieograniczony, co oznacza, że każdy podmiot (osoba fizyczna, firma, fundacja) może stanąć do licytacji.

Co to oznacza w praktyce

1. Powiat pozbywa się obiektu – czyli z punktu widzenia władz nie będzie tam już żadnej jednostki publicznej (szkoły, ośrodka, domu pomocy społecznej).

2. Prywatny nabywca zyska cenną nieruchomość zabytkową – potencjał turystyczny i inwestycyjny jest ogromny (pałac, park, historia).

3. Zabytkowy status nieruchomości oznacza, że nowy właściciel będzie miał obowiązki konserwatorskie – każda przebudowa, remont czy adaptacja musi być uzgodniona z wojewódzkim konserwatorem zabytków.

4. Symboliczny wymiar – dla społeczności lokalnej może to wyglądać jak „oddanie perełki pod młotek” zamiast inwestowania w jej społeczne wykorzystanie (np. centrum edukacyjne, rehabilitacyjne, kulturalne).

To decyzja czysto ekonomiczna: powiat nie chciał ani utrzymywać szkoły, ani pustostanu. Sprzedaż to dla nich szybki sposób na uniknięcie kosztów i pozyskanie środków.

Ale patrząc społecznie i kulturowo – szkoda, że tak wartościowy obiekt nie został przeznaczony na cele publiczne. Zamek mógłby być sercem lokalnej tożsamości i bazą dla różnych inicjatyw.

Ryzyko jest takie, że nowy właściciel kupi tanio, a później zamek będzie niszczał (jeśli zabraknie środków na remont albo jeśli inwestor będzie chciał tylko zyskać na gruncie).




Jak w Choszcznie "legalnie" wypłacono 85 tysięcy złotych. Ekwiwalent za 91 dni urlopu.

 



Formalnie wszystko jest zgodne z prawem. Praktycznie – to modelowy przykład świadomego marnotrawstwa publicznych pieniędzy, które odsłonia przepaść mentalną między sektorem publicznym a prywatnym.

Sprawa wyszła na jaw podczas czerwcowej sesji Rady Powiatu Choszczeńskiego za sprawą radnego Piotra Kameli. Kwota wywołała szok, a jej uzasadnienie – poważne wątpliwości co do zasadności wydatkowania publicznych środków.

Prawo vs. zdrowy rozsądek

Z punktu widzenia Kodeksu pracy, sprawa jest prosta. Pracodawca ma obowiązek wypłacić ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany urlop w momencie rozwiązania stosunku pracy. Tak też się stało. Dział kadr wyliczył należną kwotę za 91 dni, które nawarstwiły się byłej staroście w latach 2020-2024.

Problem w tym, że Kodeks pracy w tym samym miejscu nakazuje pracodawcy dopilnowanie, aby urlop był wykorzystywany na bieżąco. I tu pojawia się fundamentalne pytanie: jak to możliwe, że przez pięć lat nikt w starostwie nie zauważył, że u jego szefowej zbiera się kilkadziesiąt, a finalnie ponad sto dni zaległego urlopu?

Świadome zaniechanie

Odpowiedź jest tylko jedna: to było świadome zaniechanie. Wiedzieli, że urlop nie jest wykorzystywany, i pozwolili, by problem narastał, aż osiągnął kwotę bliską rocznemu wynagrodzeniu wielu Polaków. W firmie prywatnej menedżer, który pozwoliłby, by z budżetu nagle "wyparowało" 85 tysięcy złotych z tytułu niekontrolowanego urlopu swojego przełożonego, prawdopodobnie straciłby pracę. W choszczeńskim starostwie – to standardowa procedura.

— "Należy się, to wypłacamy" – ta prosta, urzędnicza logika jest zgubą polskich samorządów. Bez refleksji, że to są pieniądze podatników, z których każda złotówka powinna być wydana celowo.

Paradoks samorządowych finansów

Ta sytuacja to jak w soczewce pokazuje paradoks samorządowej polityki finansowej. Z jednej strony samorządy na co dzień powtarają, że brakuje im środków na inwestycje, remonty dróg, modernizację szkół czy doposażenie służb. Z drugiej – na takie patologiczne, choć ubrane w szaty prawnej poprawności sytuacje, pieniądze zawsze się znajdują.

Samorządy mentalnie utknęły dekady za sektorem prywatnym, który dawno nauczył się liczyć każdą złotówkę i zarządzać ryzykiem. W urzędach wciąż króluje przestarzała logika "mielenia" publicznych pieniędzy: na rozwój nie ma, na marnotrawstwo – zawsze.

Potrzeba zmiany mentalności

Sprawa ekwiwalentu w Choszcznie to nie jest wyjątek. To systemowy problem polskiej administracji. Dopóki nie dojdzie do diametralnej zmiany mentalności i podejścia do zarządzania publicznym groszem, zawsze będzie "tak samo".

Potrzeba:

1.  Jawnego piętnowania takich praktyk przez opinię publiczną i media.

2.  Wprowadzenia wewnętrznych regulaminów w JST, które będą kategorycznie zabraniać nawarstwiania się urlopów u kadry kierowniczej.

3.  Osobistej odpowiedzialności urzędników za dopuszczanie do takich sytuacji.

Pytanie do kadr w choszczeńskim starostwie jest tylko jedno: dlaczego, widząc narastający problem przez pięć lat, nikt nie miał odwagi zwrócić uwagę przełożonej, że powinna udać się na urlop? Strach? Wygodnictwo? A może przeświadczenie, że to tylko publiczne pieniądze, więc nie trzeba ich szanować?

Odpowiedź na to pytanie tkwi w sednie problemu polskich samorządów.


poniedziałek, 1 września 2025

Dyrektorzy z nadgodzinami zamiast zarządzać. Radny o marnotrawstwie w szkołach


Obniżone pensum dla dyrektora szkoły ma jeden cel: dać mu czas na zarządzanie placówką. Tymczasem w powiecie choszczeńskim wielu dyrektorów i wicedyrektorów notuje po kilkanaście dodatkowych, płatnych godzin nadliczbowych i zastępstw. Radny Piotr Kamela zarzuca zarządowi powiatu poważne zaniedbania i marnotrawienie publicznych pieniędzy.

Podczas VIII Sesji Rady Powiatu Choszczeńskiego radny Piotr Kamela poruszył kolejny, budzący wątpliwości temat związany z gospodarką finansową jednostek oświatowych. Tym razem pod lupę wzięte zostały godziny pracy kadry kierowniczej szkół.

Obniżone pensum – po co to komu?

Aby zrozumieć sedno zarzutów, trzeba wiedzieć, na czym polega specyfika pracy dyrektora szkoły. Nauczyciele, którzy obejmują stanowiska kierownicze, otrzymują obniżone pensum dydaktyczne. Oznacza to, że zmniejsza się im obowiązkowy tygodniowy wymiar godzin nauczania (zazwyczaj do kilku godzin tygodniowo). Różnicę czasu przeznaczają na zarządzanie placówką, nadzór pedagogiczny, sprawy administracyjne i organizacyjne.

Decyzja o obniżeniu pensum należy do organu prowadzącego, czyli w tym przypadku Rady Powiatu, i ma na celu zwiększenie efektywności zarządzania szkołą.

Praktyka vs. teoria: dyrektor nauczycielem

Kamela, powołując się na uzyskane informacje publiczne, ujawnił, że ta teoria mija się z praktyką. Okazuje się, że wielu dyrektorów i wicedyrektorów szkół prowadzonych przez powiat choszczeński realizuje nawet po kilkanaście godzin ponadwymiarowych tygodniowo, w tym płatne zastępstwa za nieobecnych nauczycieli.

— To nie jest wyjątek. Nie można tłumaczyć czegoś takiego niedoborami kadrowymi — grzmiał radny z mównicy. — Dyrektor ma zarządzać szkołą, nie dorabiać na lekcjach. Jeśli ma czas na tyle godzin z uczniami, to znaczy, że zniżka pensum, którą podjęliśmy jako rada, no nie ma sensu — argumentował.

Jego zdaniem, takie działania są "marnotrawstwem środków finansowych" i świadczą o całkowitym braku nadzoru ze strony Zarządu Powiatu, który jako organ prowadzący powinien pilnować, aby środki publiczne były wydawane celowo.

Podwójna strata dla samorządu

Zarzuty Kameli wskazują na podwójny problem:

1.  Straty finansowe: Samorząd ponosi podwójny koszt. Po pierwsze, płaci dyrektorowi wynagrodzenie za funkcję kierowniczą, która teoretycznie ma być jego głównym zajęciem. Po drugie, płaci mu dodatkowo za godziny ponadwymiarowe, podczas gdy jego obowiązkiem powinno być znalezienie innego, zwykłego nauczyciela do przeprowadzenia tych lekcji, co często byłoby tańsze.

2.  Straty jakościowe: Dyrektor "zastępujący" za nieobecnych kolegów nie może w tym czasie efektywnie zarządzać. Sprawy administracyjne, kontakt z rodzicami, nadzór pedagogiczny – wszystko to schodzi na dalszy plan, co odbija się na jakości funkcjonowania całej placówki.

Cisza po stronie zarządu

W odpowiedzi na te zarzuty podczas sesji nie padły ze strony Zarządu żadne konkretne wyjaśnienia. Starosta Wioletta Kaszak, broniąc się w innych kwestiach, nie odnieśli się do tego konkretnego problemu zarządzania godzinami pracy dyrektorów.

Brak reakcji sugeruje, że zarzuty są trafione, a zarząd nie ma dobrego wytłumaczenia dla tej praktyki. Może to również wskazywać na brak rzeczywistych narzędzi nadzoru nad tym, jak dyrektorzy dysponują swoim czasem pracy.

Czy to powszechna praktyka?

Problem opisywany przez radnego Kamelę nie jest nowością w polskiej oświacie. Często wynika z chronicznych niedoborów kadrowych i braku nauczycieli do zastępstw. Dyrektor, chcąc utrzymać ciągłość nauczania, sam musi "wskakiwać" na lekcje. Samorządy, oszczędzając, przymykają na to oko, traktując to jako tańsze rozwiązanie niż zatrudnianie dodatkowych osób.

Mimo to, radny Kamela ma rację, pointing out że jest to działanie sprzeczne z celem obniżonego pensum i prowadzi do nieefektywnego wydawania pieniędzy oraz pogorszenia jakości zarządzania szkołami.

Sprawa na pewno powróci na kolejnych sesjach, a radny zapowiedział dalsze "ciągnięcie" tematu i domaganie się od zarządu przedstawienia planu naprawczego oraz usprawnienia nadzoru nad pracą dyrektorów.

Wojna o informację publiczną w Choszcznie. Spór o listy obecności trafił do sądu

Czy lista obecności urzędników jest informacją publiczną? Odpowiedź na to pytanie podzieliła radnego Piotra Kamelę i starostę Wioletę Kaszak na tyle głęboko, że sprawa trafiła do sądu administracyjnego. To kolejny front otwarty między opozycyjnym radnym a zarządem powiatu, który rzuca cień na transparentność lokalnych władz.

Podczas ósmej sesji Rady Powiatu Choszczeńskiego radny Piotr Kamela postanowił upublicznić trwający od miesięcy spór, który dotyczy fundamentów demokratycznego państwa prawnego – dostępu obywatela do informacji publicznej.

Zarzuty radnego: "Odpowiedzi wymijające i opóźniane"

Z mównicy Kamela zarzucił staroście Kaszak celowe utrudnianie dostępu do informacji. Jego zdaniem, urząd notorycznie działa na granicy prawa, by nie udzielać pełnych odpowiedzi.

— Pani starosta na wniosek o udzielenie informacji publicznej notorycznie odpowiada dopiero w ostatnim możliwym dniu, tuż przed upływem ustawowego terminu — oświadczył radny. — Podważa publiczny charakter wnioskowanej informacji, co budzi jeszcze większe zastrzeżenia, odmawia odpowiedzi na niektóre pytania — dodał.

Jego zdaniem, takie praktyki nie tylko wydłużają czas oczekiwania na odpowiedź, ale "faktycznie uniemożliwiają dostęp do danych", które zgodnie z prawem powinny być jawne. — Prawo do informacji publicznej to nie przywilej, to nie nękanie władzy, to konstytucyjne prawo obywatela — podkreślił.

Sedno sporu: lista obecności czy ewidencja czasu pracy?

Centralnym punktem tego konfliktu stała się prośba o udostępnienie **list obecności** pracowników starostwa. Dla Kameli to jasna informacja publiczna, która powinna być udostępniona na żądanie. Dla starosty Kaszak – to nie jest taka prosta sprawa.

Starosta, zabierając głos w obronie, wyjaśniła, że cały spór opiera się na różnicy interpretacji prawnej.

— Lista obecności, która większości starostów w ogóle nie prowadzi. Burmistrzowie nie prowadzą, wójtowie nie prowadzą listy obecności. U nas w naszym starostwie prowadzimy listę obecności, która nie jest typową listą obecności, a ewidencją czasu pracy — tłumaczyła.

I to jest kluczowy punkt. Ewidencja czasu pracy podlega innym regulacjom i – zdaniem starosty – nie podlega informacji publicznej. To jej główny argument za nieudzieleniem informacji.

Sprawa w sądzie: pierwsza wygrana radnego, apelacja starosty

Ponieważ strony nie były w stanie dojść do porozumienia, sprawa trafiła do sądu. I tu nastąpił przełom.

— Wyrok sądu pierwszej instancji przyznał mi rację — poinformował podczas sesji Kamela.

Sąd administracyjny uznał zatem, że starostwo powinno udostępnić żądaną informację. Dla przeciętnego obserwatora mogłoby się wydawać, że to koniec sporu. Okazało się, że to tylko początek kolejnego etapu.

Starosta Wioletta Kaszak postanowiła odwołać się od tego wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

— Ja po prostu tylko tej informacji nie chcę udzielić, bo uważam, że jest to informacja, która nie powinna być udzielona w drodze informacji publicznej i tylko tym się różnimy — broniła swojej decyzji. — Orzeczenia Sądu Najwyższego, które są w tej chwili aktualne, potwierdzają moją wątpliwość — dodała, przekonując, że ma solidne podstawy prawne do dalszej walki.

Wizerunek urzędu vs. prawo obywatela

Poza warstwą prawną, cały spór ma głęboki wymiar wizerunkowy i ideologiczny.

Dla radnego Kameli jest to walka o transparentność i jawność życia publicznego. Jego zdaniem, urząd powinien działać w sposób maksymalnie otwarty, a każda próba ukrywania informacji budzi słuszne podejrzenia.

Dla starosty Kaszak jest to kwestia przestrzegania prawa i ochrony danych. W swojej argumentacji podkreślała, że lista obecności/ewidencja jest rzetelna i prawidłowa (co potwierdziła nawet prokuratura w innej sprawie), a jej opór wynika z troski o właściwą wykładnię przepisów, a nie z chęci ukrycia czegokolwiek.

Czyj argument jest słuszniejszy?

Na to pytanie odpowiedzieć może ostatecznie tylko Naczelny Sąd Administracyjny. Sprawa choszczeńska staje się ważnym precedensem, który może wpłynąć na interpretację dostępu do informacji publicznej w samorządach w całej Polsce.

Niezależnie od werdyktu, spór ten odsłania głęboki brak zaufania i komunikacji między częścią radnych a zarządem. Pokazuje, że nawet tak techniczna kwestia, jak interpretacja jednego przepisu, może stać się zarzewiem poważnego konfliktu na szczytach lokalnej władzy, kosztem zaufania publicznego.

Tajemnicze etaty w Starostwie Choszczeńskim. Radni pytają: Po co nowe stanowiska i skąd nagły przyrost pracy?


Dwa nowe, dobrze płatne stanowiska w powiecie choszczeńskim wzbudziły czujność radnych. Chodzi o stanowisko urzędującego członka zarządu powiatu oraz nowego wicedyrektora w Powiatowym Urzędzie Pracy. Radni Piotr Kamela i Robert Adamczyk domagają się jasnej odpowiedzi: co takiego zmieniło się w zakresie obowiązków, że potrzebni są nowi urzędnicy?

Podczas VIII sesji Rady Powiatu w Choszcznie radni postanowili przyjrzeć się decyzjom kadrowym zarządu. Pytania były konkretne i dotyczyły wydatków z publicznej kasy. Władze powiatu musiały tłumaczyć się z utworzenia dwóch nowych stanowisk.

Stanowisko nr 1: Urzędujący członek zarządu

Sprawa ta wypłynęła już wcześniej. W ubiegłym roku Rada Powiatu, na wniosek zarządu, zmieniła statut, tworząc nowe stanowisko – urzędującego członka zarządu. Jak wyliczył radny Maciej Radomiak, roczny koszt utrzymania tego stanowiska (wynagrodzenie, składki) to ponad 200 tysięcy złotych.

— Zatem proszę o wyjaśnienie, jakie wymierne efekty przyniosło utworzenie tego stanowiska? — pytał retorycznie Radomiak podczas sesji.

Wicestarosta Stanisław Rydz odpowiedział krótko, że członek zarządu nadzoruje geodezję i inne organy, sprawa była już wyjaśniana, a radni powinni o tym wiedzieć. Taka odpowiedź nie usatysfakcjonowała pytających, którzy oczekują szczegółowej analizy przyrostu pracy, który miał uzasadniać ten wydatek.

Stanowisko nr 2: Drugi wicedyrektor w Urzędzie Pracy

To nowa, świeża kontrowersja. Radny Piotr Kamela poinformował, że na stronie BIP starostwa pojawił się konkurs na to stanowisko. To dla niego sygnał alarmowy.

— Co takiego się stało, jaki przyrost pracy, dodatkowych obowiązków w tej jednostce nastąpił, że tworzymy jakby kolejne stanowisko wicedyrektora? — dopytywał Kamela.

Zaznaczył, że analizując historię urzędu, nie mógł się dopatrzeć, by kiedykolwiek było potrzebne aż dwoje wicedyrektorów. Jego zdaniem, takie decyzje muszą być poprzedzone rzetelną analizą. Zaapelował, by zarząd przedstawił porównanie zakresu obowiązków i liczby zadań na dzień 1 stycznia i na dzień dzisiejszy, aby radni mogli ocenić, czy nowy etat jest rzeczywiście niezbędny.

Radna Izabela Kowalczyk poparła te wątpliwości, proponując jeszcze szersze porównanie.

— Czy jest taka potrzeba? (...) Statystycznie, jeśli można dostać taką informację, o podobnej wielkości zadaniach, kompetencjach powiatowych urzędów pracy w całej Polsce. Jak wygląda struktura? — pytała, sugerując, by sprawdzić, czy choszczeński urząd nie jest ewenementem na tle kraju.

Pytania o kwalifikacje i zmiany prawne

Kamela zadał jeszcze jedno, bardzo konkretne pytanie, które wskazuje na kolejny potencjalny problem. Zwrócił uwagę, że 1 czerwca 2025 roku zmieniły się wymogi prawne dotyczące kwalifikacji na stanowiska kierownicze w administracji.

— Czy osoba, która została wybrana na to stanowisko, spełnia wymogi, które nastąpiły dla tego stanowiska? — rzucił Kamela. — Czy na dzień dzisiejszy ta osoba spełnia te wymogi? Bo na dzień konkursu, rozumiem, że był przed 1 czerwca, może nie spełniać czy spełnia — dodał, sugerując, że może dojść do kuriozalnej sytuacji, w której wybrana osoba nie będzie mogła legalnie objąć stanowiska z powodu zmiany przepisów.

Starosta: Szczegóły ustali dyrektor

Odpowiedzi ze strony zarządu były powściągliwe. Starosta Wioletta Kaszak, odpowiadając na pytania o Urząd Pracy, zasłaniała się autonomią dyrektora placówki.

— Pytania są dosyć szczegółowe i tak jak na pierwsze pytanie to nie jest moja kompetencja, ponieważ wicedyrektor jest powoływany przez dyrektora, więc tutaj jeżeli chodzi o kompetencje udzielenia odpowiedzi to jest tutaj dyrektor — stwierdziła.

Przyznała jednak, że to zarząd, na wniosek dyrektora, zmienił regulamin organizacyjny PUP, umożliwiając stworzenie nowego stanowiska. Obiecała, że radni uzyskają kompleksową odpowiedź, ale będzie ona wymagała czasu i zaangażowania dyrektora urzędu.

Spór o transparentność i gospodarność

Cała sprawa nie dotyczy tylko dwóch etatów. To spór o fundamentalne zasady: transparentność i gospodarność w wydawaniu publicznych pieniędzy.

Radni, pełniąc funkcję kontrolną, domagają się twardych danych, które uzasadnią każdą decyzję generującą nowe koszty. Chcą wiedzieć, czy przyrost obowiązków jest rzeczywisty, czy może nowe stanowiska są tworzone z innych, niewypowiedzianych głośno powodów.

Zarząd z kolei broni swojej autonomii w zarządzaniu strukturami i uważa, że szczegóły organizacyjne są domeną dyrektorów jednostek, a nie radnych.

Ostateczna odpowiedź na pytanie "po co te stanowiska?" jeszcze nie padła. Radni zapowiedzieli, że będą tematu "ciągnąć", czekając na obiecaną analizę. Mieszkańcy powiatu mogą być więc pewni, że ta sprawa jeszcze nie raz trafi na sesję, a radni nie przerwą swojego śledztwa.

Kontrowersje w Choszcznie: Czy urzędnicy powinni szkolić się jak dyrektorzy szkół? Radny vs. Starosta Wioletta Kaszak




57 tysięcy złotych – tyle, według radnego Piotra Kameli, powiat choszczeński wydał w ostatnich latach na szkolenia dla urzędników, które nie były bezpośrednio związane z ich obowiązkami. Spór o to, na jakie kursy można wydawać publiczne pieniądze, rozgorzał na sesji Rady Powiatu i stał się jednym z najbardziej zapalnych punktów debaty.

Podczas VIII sesji Rady Powiatu radny Piotr Kamela rzucił wyzwanie zarządowi w kwestii wydatków na szkolenia. Jego zdaniem, pieniądze podatników były marnowane na podnoszenie kwalifikacji, które nie przydają się urzędnikom w ich codziennej pracy.

"ABC skuteczności dyrektora" – czyli o co chodzi?

Kamela wskazał konkretny przykład. W dniach 10-12 lipca 2024 roku starosta Wioletta Kaszak oraz inni urzędnicy wzięli udział w szkoleniu *"ABC skuteczności dyrektora placówki oświatowej"*, organizowanym przez Salon Edukacyjny Imperia. Koszt udziału dwóch osób wyniósł 5750 złotych.

— Podkreślam, że było to szkolenie przeznaczone dla dyrektorów placówek oświatowych, a nie urzędników starostwa — grzmiał Kamela. — Mimo to w ostatnich latach wydano łącznie 22 800 zł z budżetu powiatu na udział w szkoleniach przez osoby, które nie pełnią funkcji kierowniczych w szkołach, a pełnią funkcje administracyjne — dodał, prezentując szersze zestawienie.

Dla radnego był to jasny sygnał, że w starostwie panuje niegospodarność i brak należytej kontroli nad wydatkami. Jego zdaniem, każda złotówka publicznych pieniędzy powinna być wydawana celowo, a szkolenia muszą mieć bezpośredni związek ze stanowiskiem pracy.

Starosta: "Wiedza kosztuje. Ja się całe życie uczę"

W odpowiedzi starosta Wioletta Kaszak nie tylko nie przepraszała za wydatki, ale stanęła murem za swoimi decyzjami, przedstawiając zupełnie inną filozofię zarządzania.

— Drodzy państwo, ja nie myślałam, że hipokryzja będzie aż tak wysoka człowieka, który odpowiada chociażby za oświatę w gminie, który nie jest z urodzenia dyrektorem i taką umiejętność się nabywa przez szkolenia — ripostowała, kierując słowa do Kameli.

Jej zdaniem, zarzuty są absurdalne, a ciągłe kształcenie się jest obowiązkiem nowoczesnego samorządowca. Tłumaczyła, że jako starosta odpowiada za wszystko: drogi, szkoły, szpitale, ochronę zdrowia.

— Czy ja się na wszystkim znam, drodzy państwo? No nie. Jedyną moją taką linią obrony jest to, że się po prostu całe życie uczę. Po prostu nie jestem specjalistą w każdej dziedzinie i bardzo chętnie uczestniczę z dyrektorami, tak, na szkoleniach, gdzie mamy dużo zagadnień chociażby z zakresu oświaty wyjaśnionych — mówiła.

Szkolenie dla dyrektorów? Jak najbardziej, bo to pomaga jej zrozumieć wyzwania, przed którymi stoją podległe jej placówki i lepiej nimi zarządzać. — Doskonale państwo wiecie, że to nie są małe pieniądze, ale wiedza kosztuje — podsumowała.

Spór o wizję zarządzania i odpowiedzialności

Spór między radnym Kamelą a starostą Kaszak to nie tylko kłótnia o 57 tysięcy złotych. To fundamentalny spór o to, jak powinna być zarządzana administracja publiczna.

Wizja radnego Kameli: To wizja **ściśle przyziemna i oszczędna**. Urzędnik powinien szkolić się tylko w tym, czego bezpośrednio wymaga jego stanowisko. Każda złotówka ma być wydana tylko na niezbędne, bezpośrednio powiązane z pracą cele. Szkolenia dla dyrektorów są dla dyrektorów, a nie dla urzędników starostwa.

Wizja starosty Kaszak: To wizja rozwijająca i inwestująca w kompetencje. Kierowanie jednostką samorządową to złożone wyzwanie, wymagające interdyscyplinarnej wiedzy. Lepsze zrozumienie pracy podległych jednostek (np. przez uczestnictwo w szkoleniach dla dyrektorów szkół) przekłada się na lepsze, bardziej świadome zarządzanie nimi. Inwestycja w wiedzę zwraca się w jakości decyzji.

**Czyja wizja jest słuszna?**

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Z jednej strony, argument radnego o celowości wydatków publicznych jest nie do podważenia i trafia do zwykłych mieszkańców. Z drugiej strony, starosta ma rację, że współczesne zarządzanie wymaga szerokich horyzontów, a czasem wiedza z pozornie nie związanej dziedziny może okazać się kluczowa.

Ostatecznie, to radni, a za nimi wyborcy, rozstrzygną ten spór, oceniając, czy wydatki na szkolenia były inwestycją w lepsze zarządzanie powiatem, czy jednak przykładem niepotrzebnego marnotrawstwa. Sprawa na pewno powróci, a radny Kamela zapowiedział dalsze "ciągnięcie" tematu i kwestionowanie podobnych decyzji.

Archiwum bloga

Dodaj artykuł

Popularne posty